proszę bez nazwy…

No i minął kolejny miesiąc. Ba, nawet rok minął. Pożegnaliśmy ten stary – 2017. Powitaliśmy ten nowy – 2018. To nie był dobry rok. Byłem na trzech pogrzebach i ani jednym ślubie. Znak czasu? Wiele razy śniło mi się ostatnio, że umieram. Budziłem się z lękiem, przestraszony i przerażony z poczuciem jakbym uciekł w ostatniej chwili kostusze… Kiedyś nie ucieknę. Dopadnie mnie. Jeszcze bym nie chciał. Mimo, że jestem zmęczony. Mimo, że mam poczucie przegranej. Mimo, że nowy rok nie budzi we mnie nadziei. Żadnych nadziei. Raczej strach i lęk. Że nawet jak dziś przed nimi uciekam, to i tak w pewnej chwili mnie dopadną. I nawet jeśli dziś czuję się trochę lepiej, to za chwilę usłyszę coś, co znów zrzuci mnie na sam dół. Po co się więc starać? Po co żyć chwilową ułudą? Dać sobie szansę? Po co? Skoro i tak mnie dopadnie… Są chwile zawieszenia… Są chwile, gdy mniej czuję… Zacząłem znów brać leki. Wyłączają mnie trochę z życia. Zasypują niejako ten dół beznadziei, w którym byłem jeszcze miesiąc temu. Ale nadal walę się po głowie i wymyślam coraz to nowe konstrukcje myślowe. Kiedy zdziera się skórka z czoła, a kiedy nie? To choćby dziś…

Nie ma więc nadziei. Nie ma wielkiego dramatu. Dzień za dniem. Może tak to trzeba. Nie myśleć o tym, co było. Nie marzyć o tym, co będzie. Tylko ta jedna króciutka chwila, która jest tu i teraz… By przeżyć tę chwilę. Jedną. Jedyną. Spokojnie. Może dodać do tego chwilę drugą. Potem trzecią. Boże! Ile to wszystko trwa? Ile to lat takiej walki? Dziś ukazały się dwa moje teksty. Duże. Poważne. Kiedyś, jak myślałem o pisaniu do takiej poważnej gazety byłem pewien, że to nie dla mnie. Że nie dam rady. Że za trudne. A jakoś piszę. Jakoś daje radę. Raz jest łatwiej a raz trudniej. Ale jest. Idzie. Satysfakcja. No tak, choć większą radość czułem, gdy 30 lat temu ukazała się malutka notka w lokalnej gazecie podpisana nawet nie imieniem i nazwiskiem, ale trzema literkami. Poczucie, że to moje było czymś cudownym. Teraz takiej radości już nie ma… W ogóle radości jest bardzo mało. Po co się cieszyć, skoro i tak dopadnie? To może trzeba odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie? Tak na początek roku… Po co żyć? Czy są jakieś światełka w tunelu, których wypatruję? Czy jest jakiś plan działania? Jakiś cel? Choćby najbardziej kretyński? Czy to jest?!!! Czy nie ma? Nic nie ma!!!

Piekielnie trudne pytanie. Nie wiem czy coś jest. Są takie rzeczy oczywiste. Ważne, ale oczywiste. Nawet najważniejsze. Tak. To jest najważniejsze. Że choćby ma kto mi mówić: uspokój się… Tylko jest też to zmęczenie walką. Poczucie, że nawet jeśli wszystko wokół się zmieni, to to co jest w mojej głowie pozostanie. Mogę uciekać, ale to zawsze mnie dopadnie. Mogę zmieniać miejsce… Mogę zmieniać okoliczności, ale to zawsze mnie dopadnie. I będzie ciągnęło w dół, jak kamień przymocowany do szyi.

Mimo wszystko dziękuję Ci Panie Boże za ten rok, który minął. Przepraszam za wszystko, co złego… I proszę… Ty Boże znasz każdego… Wiesz, co mu jest potrzebne. To jest właśnie to proszę… Bez nazwy…

2.01. 2018  godz. 16.57

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>