uśmiech przez łzy…

Po co pić z konewki, skoro ma się dostęp do źródła? To święty Brat Albert. Był malarzem. Został żebrakiem. A w konsekwencji świętym. Czy i my nie pijemy z konewki, mimo, że wielkie źródła tuż obok nas? Czy nie żyjemy na pół gwizdka, jakby za chwilę ktoś miał nam podarować nowe życie? Czy nie staramy się tylko trochę, choć moglibyśmy się starać dużo bardziej? Czy nie jesteśmy dla siebie tylko trochę mili, a przecież mamy takie pokłady źródła, by dawać siebie na tysiąc sposobów…  Mamy źródło. A pijemy z konewki. Żyjemy na trochę… Nie idziemy na całość. Czerpiemy tylko ciut, ciut… A moglibyśmy więcej.

Dobry Boże… Tylko czy nie chcielibyśmy tak żyć na maksa? Czy nie chcielibyśmy dawać więcej? Czerpać więcej? Czy nie chcielibyśmy pić pełnymi chlustami, a nie po małym łyczku? Czy nie marzymy, by schodzić do źródła, by pić więcej i lepiej? Tylko co zrobić, jak nie mamy siły. Jak coś nas przytłacza? Jak coś nas przygniata do ziemi? I gdzie się nie obejrzymy wszędzie widzimy lęk. Że coś nas zaraz dopadnie… Z czym będziemy musieli walczyć i z czym na pewno nie damy sobie rady. Dobry Boże… Gdybyśmy mieli tyle sił, wiesz dobrze, że pilibyśmy ze źródła, a nie z konewki. Czerpalibyśmy radość z każdego dnia… A tak, dzień nas budzi smutkiem i totalnym zmęczeniem swoją chorobą żegna. Umęczony. Oczywiście umęczony czymś, czego inni nie widzą, bo nie mogą, bo nie chcą, bo już nie są w stanie…

Ostatnio Legia ogłosiła, że potrzebuje ludzi do analizowania meczów. To przecież praca wymarzona dla mnie. Nie ma chyba nikogo, kto by tyle czasu każdego dnia nie poświęcał na analizowanie. Dziesiątek rzeczy. Starych i nowych. O! Dziś na przykład telefon. Jedna strona. Druga strona. Jedne zęby i drugie. Jak ugina się szybka, która przecież za chwilę może pęknąć. Jak tu jest tak, w pomiędzy równo to co decyduje o uginaniu się i nie uginaniu się…  To praca dla mnie. Zanalizowałbym każdy strzał. Bo gol to strzał. Ale strzał to nie musi być gol. Przeanalizowałbym każdą minutę meczu. Każdą sekundę. Każde dotknięcie piłki.

Uśmiech przez łzy.

O! Nowe odkrycie. Klawiatura jest przecież bezprzewodowa. To nie trzeba jej trzymać na biurku. Można na kolanach. O! To przecież też powód do analizowania. Skoro buty można… Skoro ścianę można… Skoro klawiaturę można… To i mecz można. Może to rzeczywiście jest jakiś pomysł, żeby ze swoich słabości uczynić siłę… Gdyby tak to moje pisanie upublicznić? Sprzedać za wielkie pieniądze? Człowiek się otwiera to niech inni płacą.

Znowu uśmiech przez łzy.

Bo wiem, że jutro będzie tak samo. Że wstanę przed siódmą. Mleko. Tosty. Jogurt. Toaleta. Żona do pracy. Dzieci do szkoły. I dzień… Sam w domu. Z klawiaturą. Z monitorem. Z telefonem. Który można analizować. I przegryzać. I tak dzień za dniem.

Uśmiech przez łzy…

25.09.2017  godz. 16.56

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>