żyletka to konkret…

Uff.. I po Astanie.

Coraz częściej czuję, że nikt nie jest w stanie poczuć to, co ja czuję. Nikt. Bo na pozór to naprawdę wygląda na problem, którego nie ma.. Choćby wczoraj… Mecz syna. Potem szukanie samochodu. Obiad. Oglądanie kolejnych samochodów. Potem Legia. Wspaniały dzień. Niedziela. Na pozór. Wszystko idealnie ułożone i zaplanowane. Bez spóźnienia. Jak w zegarku. Ale w głowie tego zegarka nie ma… Tam jest mętlik. I walka  z myślami. I siadanie. Branie kartki do ręki. I rysowanie jakiś słupków. Że jak to większe to to mniejsze. Ale normalnie czy proporcjonalnie. Wejście w ten świat daje chwilę spokoju. Ale potem przychodzi zwiększona dawka stresu i lęku. Więc jest powrót do kartki. I tak w koło… A na końcu walenie się po głowie. Bolące oko. Więc znów powód do gadania. Analizowania. Powtarzania. A na pozór wszystko jest ok. Tyle, że po godzinie dnia bywam psychicznie zniszczony. Na dnie. Bo i kurtka nowa. Bo spodnie nowe. Bo koszula nowa. Dla każdego… Każdego normalnego to normalka. Dla mnie nie… Nie. To powód do wchodzenia w mój świat. Którego – będę to powtarzał po wielokroć – nie chcę. Choć muszę.

Jestem zmęczony. Nikt nie wiem, ile ja takich bitew ze swoimi myślami muszę stoczyć. Każdego dnia! Każdego! Bez wyjątku! Od poniedziałku do niedzieli. Walka! Która najczęściej bywa przegrana. Bo coraz częściej myślę, że jednak się poddałem… Walczyłem. Ale już nie umiem. I coraz częściej mi się nie chcę. Wiem. Dla kogoś z zewnątrz jest wszystko w porządku. Pewnie, czasem ktoś zapyta, czemu ty się tak uderzasz w głowę? Bo tak mam. I gówno ci do tego. Czy ja komentuję to, co Ty robisz? Więc spierdalaj! Nawet mecze mniej mnie już cieszą. I przestają być taką oazą spokoju. Bo wszystko… Naprawdę wszystko może być obiektem do mojego niepokoju. Każda rzecz. Każde słowa. Każda sytuacja. Wszystko jest w stanie wytrącić mnie z równowagi. Coraz częściej mam wrażenie, że ja normalnie już bym nie mógł pracować. Że nie dałbym rady. Nawet samochodu nie jestem w stanie kupić normalnie. Bez analizowania czy to pierwszy czy drugi… Czy taki czy owaki. A przecież najgorsze będzie jak go kupię. Ile trzeba będzie gadać. Ile analizować.

Ostatnio czytałem kryminał, w którym dziewczyna cięła żyletką swoje ciało. I to był jedyny moment, kiedy nie odczuwała lęku. Lęku przed facetem, który ją gwałcił. Ten moment kiedy wbijała żyletkę w swoje ręce dawał jej spokój. Uwolnienie od lęku. Bo wtedy, gdy ta żyletka wcinała się w jej ciało nie liczyło się nic więcej. Było tylko tu i teraz. Ból. Ale fizyczny. Konkretny. Inny. Nie ten psychiczny strach. Żyletka to konkret. Rana po niej to konkret. Z którym trzeba sobie poradzić. Ale o jest coś fizycznego i namacalnego. Kto ktoś jest w stanie zobaczyć. Zrobić opatrunek. Konkret. Nic na pozór.

Ona miała żyletkę. Ja miałem kiedyś gryzienie się w wargę. I mówienie: bulwa to nic. Dziś mam walenie się po głowie. Zapisywanie absurdalnych karteczek, które walają się po całym domu. Konkret. Zapisana kartka. Nie lęk. Nie strach. Który zabija. A dla wielu jest pozorem. Czymś niezrozumiałym. Czymś chorym. Wymysłem. Groteską. Farsą.

18.09.2017  godz. 14.18

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>