nakłuwanie balonika…

A gdzie w tym wszystkim jest ON? Któremu nigdy nie powiedziałem NIE. Zawsze byłem blisko. I tak naprawdę nie wyobrażam sobie bez niego życia. Gdzie ON w tym wszystkim jest? Czasami wydaje mi się, że jestem JEGO zakładnikiem. Przecież nie mogę zrobić czegoś, co na pewno JEMU by się nie podobało. Co byłoby przeciwko NIEMU. Ale gdzie ON jest? Nie zawsze czuję, że mi pomaga. Kłócę się z nim i GO przeklinam. Jak już nie mogę. Jak nie ma siły. Jak nie daję rady walczyć. A ON? Milczy… A może tylko mnie się tak wydaje? Gdzie jesteś? TY!!!

A teraz nie daję rady… Falowanie i spadanie. Ile razy się podniosę. Ile razy spadnę. Nie biorę już leków. Nie widzę potrzeby. Ostatnio po raz pierwszy przyszło mi na myśl, że owe spotkania poniedziałkowe u B. też już nie przynoszą ulgi. Ok. Dają siłę, ale na chwilę. A przecież nie chodzi o to, żeby dawać marchewkę. Ale żeby dawać wędkę, przy pomocy której sam będą dawał radę. Ostatnio… Często… Nie daję… B. już mi nie pomaga jak kiedyś. Trochę się chwilami czuję, jak świetny przykład psychologicznego eksperymentu. Taki mechanizm. Działa. Inny mechanizm. Też działa. Fajnie to wszystko śledzić. Fajnie analizować te mechanizmy mówiące o tym, co się dzieje z człowiekiem. Tyle, że to niewiele daje. Nie jestem mechanizmem. Jestem sobą. I na mnie to coraz mnie działa…

Zwłaszcza, gdy wszystko zwala się na głowę jednocześnie. Nie daję rady. Jestem jak napompowany do granic możliwości balonik. Z każdej strony ktoś podchodzi, bierze szpilkę i nakłuwa… Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Nic. Daje radę. Nie pęka. Pięć. Sześć. No proszę… Daje radę. Czyli można. Ten grymas smutku to była tylko taka gra. Na pozór. Siedem. Osiem… Znów wytrzymał nakłucie. Przesadzał. Jak zawsze. To normalne, że wytrzymuje. Każdy by wytrzymał. Bo takie nakłuwanie to nic specjalnego. Każdy tak robi. I każdy to wytrzymuje. Dziewięć. Dziesięć. No proszę. Znów się udało. To jedziemy daje… Będzie jedenaście. Dwanaście. Trzynaście. I tak dalej… I tak dalej…

Prawda. Bywa, że wytrzymuję. Brawo Ja!!! Ale nie brawo TY!!!  To moja zasługa. Że jeszcze raz dałem radę. Nie pozorowałem. Nie grałem. Czułem tak i Wam nic do tego… Że obiektywnie nakłucia są czymś normalnym? Może i są… Ale ja nie jestem: obiektywnie. Nie ma sztywnych wyznaczonych granic. Jeden wytrzymuje sto nakłuć a inny sto pięćdziesiąt. Każdy sam wyznacza granice. Bo to jest ON i to jest JEGO życie. Nie ma życia obiektywnego. Każdy ma swoje życie.

Czternaście. Piętnaście. Muszę jeszcze wytrzymać. Ale ten balon kiedyś pęknie. Bo balony tak mają, że w pewnym momencie… Może tym najmniej spodziewanym pękają. O!!! Pękł!!! Dlaczego!!!! Przecież nic na to nie wskazywało…. Jak to się stało???? Biedny balonik. A taki był kiedyś ładny…. Potem wprawdzie było z nim coraz gorzej… Ale był. A teraz pękł… I już go nie ma… I nie można go skleić. Pękł. Na zawsze. Szkoda.

Syndrom ofiary. Którą przeraża to, co ją czeka. Nawet, jak to nakłuwanie już trwa jest troszkę lepiej… Najgorsza jest zapowiedź nakłucia. To bardziej boli niż samo nakłucie. Bo przecież groźby nakłucia nikt nie widzi…. To tylko mój strach i lęk. I to boli najbardziej. Jak samotność. Gdy już dochodzi do nakłucia widać… to nakłucie. Jestem ofiarą. Biedny. Nakłuty balonik.

Ile jeszcze wytrzyma???

30.05.2017 godz. 10.06

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>