jakie proste… jakie trudne…

Strasznie się zaniedbałem… Ostatni wpis… 22 marca. A dziś już 13 kwietnia. Jak minęły te długie dni? Częściowo znalazłem metodę na lęki. Lepszą niż leki. Lepszą niż terapia. Lepszą niż jakieś inne narzędzia. Co to takiego? Praca. Fizyczna. Pomalowałem cały dom. Prac fizycznych nie lubię. Ale malowanie odstresowuje. Co więcej… Podobno ma także wartości terapeutyczne. Bo w terapii ważne jest… nagradzanie się. Za każdy sukces. Za każdą wygraną walkę. Ważne, by ta nagroda była w zasięgu ręki. Żeby nie była odkładana na kiedyś… Na gdzieś. By była tu i teraz. I z malowaniem tak jest. Jeden ruch wałkiem i ściana biała robi się czerwona. Zmiana. Nagroda. Efekt. Satysfakcja. Tyle, że ile można malować. Już pomalowane i koniec. Teraz będzie stolik z palet. No ale ile tych stolików nam potrzeba? Nie rzecz więc w tym, by szukać zastępników spokoju, ale żeby ten spokój mieć zawsze… W pokoju pomalowanym i niepomalowanym. Gdy leżę na łóżku i gdy piszę na komputerze. A tak o ten spokój trudno.

 

Ostatnio B. pytał się, czy jeszcze się uderzam po głowie. Uderzam. Co godzinę? Może rzadziej… Każdego dnia? Na pewno. To reakcja na atak myśli. Nie chcę ich. Nie chcę do siebie dopuszczać. Nie chcę im się poddawać. Nieraz udaje mi się tę walkę, którą toczę kilkanaście albo kilkadziesiąt razy dziennie wygrać… Wygrać bez uderzenia się… Bez gadania głupot. Bez robienia z siebie idioty. Ale nieraz musi przyjść ta kara. Która na sekundę pomaga. Na sekundę… Tylko na sekundę? Czy może aż na sekundę? Zdaniem B. ta walka jest w miarę prosta. Odpowiedz sobie na pytanie…. Kusi Cię grzebanie sobie palcem w gardle? Kusi się opisanie ściany przed tym jak siądziesz do komputera? Kusi się wyliczenie wymiarów spodni, bo musisz je przecież kiedyś zmienić na nowe? Kusi się analizowanie telewizorów przez co nie oglądasz w domu na górze meczów? I nim zrobisz każdą z tych rzeczy popuścisz wodze i zaczniesz swoje opowieści. I będziesz tak wykończony, że dzień mógłby się w zasadzie skończyć… A przecież bywa, że to jest jego początek.

 

A przecież wystarczy odpowiedzieć sobie na proste pytanie. Co się stanie, jak tego nie zrobisz? Co się stanie jak nie opowiesz o tej ścianie? Jak nie zbudujesz w swojej głowie tych konstrukcji myślowych? No co takiego się stanie? Wiesz już, że jak opowiesz to się nic nie dzieje… Teraz musisz tylko sprawdzić, że jak… NIE OPOWIESZ to też się nic nie dzieje… (to też może służyć jako materiał do głupiej myśli – że nic się nie dzieje jest w sytuacji opowiadania i w sytuacji nie opowiadania… takie 1 na 2 , 2 na 1… Czy ktoś by to wytrzymał? Przecież nie ma ani jednej sytuacji, która gwarantowałaby spokój. Bez względu gdzie coś ma miejsce? Czy to zwykły dzień… Czy to święta… Jak to wytrzymać?)

 

Ale wracając… Nie opowiesz i co? Spróbuj przekonać się, ŻE NIC…. ŻE NIC SIĘ NIE STANIE, JAK NIE OPOWIESZ… Jak nie przeanalizujesz. Nie walniesz się w głowę. Nic się nie stanie. Nic. Będziesz dalej żył. Nie wydarzy się żadna tragedia. Będziesz odczuwał niepokój, ale potem on minie. Zobaczysz. Minie. Nic się nie stanie. Nic się nie stanie. Nic. Naprawdę nic.

 

Jakie to proste. Jakie to trudne.

 

12.04.2017

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>