dwa światy na szali…

Wreszcie ciepło. Nawet nie wiosenne, ale prawdziwie letnie. Bezchmurne, niebieskie niebo. Żadnej chmurki. Obok pachnący, kwitnący bez. Nie biały, fioletowy, ale i tak cudowny. Taras. Zielona trawa. Obok pies. Trochę dalej, pod choinką, bo w cieniu, wyleguje się Cynamon. To kot. Mimo, że do centrum dziesięć minut drogi, tu cicho, jak… na wsi. Śpiewają ptaki. Gdzieś słychać kury. Kończę właśnie kryminał. Naprawdę wciągający. Czytam wolno. Bo skupienie nie jest moją silną stroną. Poza tym trzeba książkę powąchać (poznawanie świata przez nos, to kolejne moje dziwactwo; nie przepuszczę żadnej książce, ani gazecie). Trzeba porównać, gdzie zapach jest najsilniejszy. A gdzie najsłabszy. Przed każdym wzięciem książki do ręki – taki rytuał. Odzwyczaić się? Dałem spokój. Siedzę więc na tym tarasie. I czuję błogość. Oczywiście muszę – to wszystko, co właśnie napisałem – opowiedzieć sobie. Że ogród taki i taki. Że za ogrodem wielkie pole traw, krzaków i drzew. Gdzie mamy małe boisko z bramką, które własnoręcznie zrobiłem synom dwa lata temu. A rok temu zamontowaliśmy jeszcze piłkochwyty, żeby piłka daleko nie leciała, jak się źle trafi w bramkę. Nim więc siądę na tym leżaku… Nim wezmę książkę do ręki… Nim poczuję tę błogość… To są te wszystkie rytuały. Męczące. Wyniszczające. Żałosne.

I tak jest nadal? Mimo pięciu miesięcy terapii? Niestety. Tak jest. Różnica? Że kiedyś tamten świat męczących rytuałów mnie na tyle przygniatał, że nie widziałem nic innego. Tego pachnącego bzu. Psa. Kota. Pięknego niebieskiego nieba. To wszystko by istniało tylko teoretycznie. To znaczy naprawdę, ale do mnie by to nie docierało. Dla mnie byłoby to szare i niedostępne. Na pewno bym nie napisał, że czuję błogość. Napisałbym, że wszystko potrafię popsuć. Że z niczego nie potrafię się ucieszyć. Że jest tak pięknie, a ja w swoim, biało – czarnym świecie. Zamknięty, jak w skorupie. Dziś nadal opowiadam. Nadal walę się po głowie. Nadal maluję te swoje obrazy w głowie. Ale gdybym postawił na szali dwa światy: ten szary, depresyjny i ten pachnący bzem i lśniący zieloną trawą, to dziś te oba światy byłyby na równi. Opowiadam swoje głupoty, ale potrafię dostrzegać też coś innego. Czy przyjdzie dzień, by szala przechyliła się tylko!!! na korzyść tego pięknego świata? Nie wiem. Chciałbym. Pragnę, by tamten świat się zamknął. By już nie był mój.

Choć wiem też, bynajmniej B. mi tak tłumaczy, że tamten człowiek i ten dziś, to nie jest ktoś inny. To jestem ja. Ten sam. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Zmienił się tylko sposób patrzenia. Inaczej patrzę na siebie. Inaczej patrzę na otaczający świat. Ale to jestem ten sam ja… Może gdybym nie wpadał w swoje depresyjne stany, może nie potrafiłbym też dostrzegać dziś tego piękna? Bo to ta sama moja wrażliwość. Raz – mnie popycha do świata czarno – białego, innym razem dzięki tej swojej wrażliwości mogę czuć coś fantastycznego, czego inni nie czują.

Dziś byłem u B. po dwóch tygodniach przerwy. Przede mną była jakaś pani. Jak wychodziła, pomyślałem, że inni to mają pewnie jakieś poważne i sensownie brzmiące problemy. A nie martwią się tym, jak dziś ja, że po jednej stronie na głowie mam większy dołek, a po drugiej mniejszy. I chciałbym opowiedzieć o tym żonie, ale pewnie znów się wkurzy. I oczywiście będzie miała rację. Bo ile można to znosić. Inni to pewnie mają problemy. Ja – jakieś głupoty.  - Nie możesz tak myśleć – mówi B. –  Dla każdego jego problemy wydają się najważniejsze. Nie do pokonania. Czyli jednak egoizm?

9.05.2016  godz. 22.16

2 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>